Artykuł SH (6/2024)

Leczenie gruźlicy na ziemiach polskich do 1945 r. (cz.1)

 Medycyna polska wniosła znaczący wkład w rozwój leczenia gruźlicy, i to zarówno, jeśli chodzi o metody leczenia, jak i jej społecznego zwalczania. Za pioniera polskiej ftyzjatrii i klimatologii uważa się Jana Radlicę, który w 1376 r. leczył króla polskiego i węgierskiego Ludwika Andegaweńskiego, ojca królowej Jadwigi. Po zbadaniu chorego króla, rozpoznał on chorobę płuc (najprawdopodobniej gruźlicę), zaordynował odpowiednie leki i polecił wyjechać na wiele miesięcy w góry. Po kilkunastu miesiącach, stan zdrowia króla Ludwika poprawił się znacznie, co Radlicy przyniosło duże uznanie.

Pierwszego trafnego opisu suchot płuc dokonał w 1542 r. Hieronim Spiczyński (1500-1550), autor zielnika pt. „O ziołach tutejszych i zamorskich”. Cenne badania w zakresie tętna u chorych służące celom diagnostyczno-prognostycznym prowadził Józef Struś (1510-1568) z Poznania, który w swoim wielokrotnie wznawianym dziele w języku łacińskim „Nauki o tętnie od dwunastu wieków zapomnianej ksiąg pięcioro”, w księdze III i IV podał charakterystykę tętna u gruźlików oraz przyczynę tętna suchotniczego.

W XVII w. społeczeństwo polskie ogarnęła wówczas fala religijnej ekstazy, co doprowadziło do upadku nauki, a medycyna stała się domeną szarlatanów, cudownych uzdrowicieli oraz miejskich katów. W tych okolicznościach trudno było znaleźć lekarzy, którzy fachowo zajmowaliby się gruźlicą. Wyjątkiem są tutaj Jan Jonston (1603-1675) i Jan Schmidt (1623-1690), autorzy prac po łacinie: „O owrzodzeniach płuc, czyli suchotach” i „Suchoty szerzą się przez styczność i ubranie”. We wspomnianych pozycjach przeważał jednak pogląd empiryczno-przyrodniczy, jeśli chodzi o rozpoznawanie i leczenie suchot, który bezkrytycznie został przyjęty od średniowiecznej medycyny. Podstawę w leczeniu gruźlicy stanowiły wówczas zioła, alchemia i magia, dlatego okres ten należy traktować jako przygotowanie „gruntu” do faktycznego rozwoju nauk przyrodniczych, który dokonał się znacznie później.

Ponownie ftyzjatria zaczęła rozwijać się dopiero w II połowie XIX w., choć nie bez przeszkód. Ziemie zamieszkane przez Polaków znajdowały się pod zaborami, a zaborcy nie dbali o rozwój zagarniętych obszarów, nie troszczyli się też o zdrowie mieszkańców. W tym czasie, dane statystyczne o zachorowalności na gruźlicę były alarmujące, wręcz rozpaczliwe.

Pomimo trudności polska medycyna bardzo szybko zareagowała na epokowe odkrycie R. Kocha, które ogłosił 24 marca 1882 r. na forum Berlińskiego Towarzystwa Fizjologicznego. W polskim czasopiśmie pierwsza informacja na ten temat ukazała się 8 kwietnia w „Przeglądzie Lekarskim” wydawanym w Krakowie. Następnie w warszawskich czasopismach „Medycynie” w dniu 3 kwietnia 1882 r., w „Gazecie Lekarskiej” w dniu 17 kwietnia 1882 r. oraz w „Kronice Lekarskiej” w dniu 27 maja 1882 r.

Pomimo szykan i ciemiężenia przez zaborców polski świat lekarski z powagą i uznaniem przyjmował, a jednocześnie brał czynny udział w epokowym odkryciu prątka gruźlicy. Podstawową motywacją do działania polskich lekarzy była wysoka zachorowalność na gruźlicę wśród ludności, wynikająca z nędzy panującej w społeczeństwie, głównie wśród niedożywionych i przepracowanych robotników.

Wśród wielu lekarzy zajmujących się leczeniem gruźlicy można wymienić Teofila Kaczorowskiego (1830-1888), który w latach 70. XIX w. jako pierwszy uruchomił w dwóch poznańskich szpitalach osobne sale wyłącznie dla gruźlików, będące zamkniętymi oddziałami leczenia zaawansowanej choroby. Nazwał je „zimnymi stacjami klimatycznymi do leczenia suchot”, a środkami terapeutycznymi oprócz stałego dopływu czystego, chłodnego, a nawet mroźnego powietrza, było także bezwzględne leżakowanie i wysoko kaloryczna dieta uzupełniona dużymi dawkami tranu. Przez to uważany jest za pioniera leczenia gruźlicy w warunkach „swojskiego” (świeżego, leśnego) klimatu, a pomysł ten posłużył do unowocześnienia systemu Brehmera-Dettweilera, co wpłynęło w istotny sposób na rozwój ftyzjatrii w drugiej połowie XIX i pierwszej połowie XX w.

Na uwagę zasługuje także działalność Stanisława Markiewicza (1839-1911), inicjatora Towarzystwa Kolonii Wakacyjnych dla Ubogiej i Słabowitej Dziatwy Warszawy, Teodora Herynga (1847-1925), propagatora stosowania terapii inhalacyjnej (wziewań leków antyseptycznych) w leczeniu gruźlicy górnych dróg oddechowych, Tytusa Chałubińskiego (1820-1889), inicjatora stosowania właściwości leczniczych klimatu górskiego w gruźlicy płuc, nazywanego powszechnie odkrywcą Zakopanego, wreszcie Kazimierza Dłuskiego (1855-1930), autora prac na temat roli tuberkuliny w gruźlicy i swoistego leczenia tej choroby, a także wraz z Sewerynem Sterlingiem (1846-1932), monografii dotyczącej zastosowania, sztucznej odmy płucnej przy leczeniu gruźlicy.

Na przełomie XIX i XX w. dołączył do nich Henryk Dobrzycki (1843-1914), pionier lecznictwa klimatycznego i sanatoryjnego, założyciel w 1879 r. pierwszego na ziemiach polskich i bodajże drugiego w świecie podmiejskiego sanatorium ludowego w Mieni pod Warszawą. Udowodnił on także tezę, że gruźlicę można skutecznie leczyć nie tylko w klimacie wysokogórskim, wprowadzając pojęcie leczenia gruźlicy w klimacie swojskim, nizinno-leśnym, tzw. „climatotherapia nostras”. Był to początek tworzenia kolonii leśnych dla ubogich ozdrowieńców, wychodzących ze szpitali.

Nie sposób nie wspomnieć o działalności Józefa Mariana Geislera (1859-1920), założyciela w 1890 r. „sanatorium doktora Geislera” w Otwocku, przekształconego w 1893 r. w sanatorium przeciwgruźlicze. Była to pierwsza stała placówka tego typu czynna cały rok i jednocześnie pierwsza stacja klimatyczna na ziemiach polskich, w której chorych z gruźlicą leczono dietą i kumysem. Duży wkład w rozwój ftyzjatrii wniósł również Teodor Dunin (1854-1909), którego zaangażowanie społeczne i niestrudzona kampania propagandowa w zakresie walki z gruźlicą, w oparciu o leczenie sanatoryjne doprowadziły do wybudowania w 1908 r. w Rudce niedaleko Warszawy sanatorium przeciwgruźliczego o charakterze społecznym, przeznaczonego dla niezamożnej inteligencji. Uważał, że podstawy tego leczenia polegają na dostarczeniu choremu świeżego powietrza i odpowiedniego pożywienia, które muszą być ujęte w określony system i wykonywane systematycznie pod nadzorem lekarza, a to właśnie zapewnia wyłącznie zakład zamknięty, czyli sanatorium.

Mariusz Migała (cdn.)